Reklama:

Reklama:

728 x 90
728 x 90

Pierwsze 10 minut „ustawiło” mecz. Ruch musiał uznać wyższość mistrza (zdjęcia)

Żaneta Lipok - z siedmioma bramkami na koncie - była pierwszą strzelbą Ruchu w meczu z LublinemFot. Marcin Bulanda

– Zaczęłyśmy od 1:6 i trochę nas to przybiło. Ciężko było nam wrócić – przyznała bramkarka Ruchu Kaja Gryczewska po spotkaniu z MKS Perłą Lublin. Mistrz Polski wygrał w hali MORiS 33:24.

MKS Perła Lublin w ostatnich tygodniach przeżywała kryzys w PGNiG Superlidze, przegrała trzy mecze z rzędu i spadła na trzecie miejsce. Jednak w sobotnim meczu w Chorzowie drużyna Kima Rasmussena zagrała tak, jakby najgorsze miała już za sobą. Pewnie sięgnęła po zwycięstwo.

Piłkarki Ruchu miały nadzieję na sprawienie sensacji, ale było wiadomo, że do tego potrzebują niemal perfekcyjnej gry. Tymczasem „Niebieskie” myliły się praktycznie od samego początku. W pierwszej akcji, po przechwycie, Karolina Jasinowska ruszyła do kontry, lecz zamiast do siatki – trafiła w słupek. Wprawdzie za moment Natalia Stokowiec zdołała pokonać Marinę Razum (1:1), ale remis na tablicy zobaczyliśmy w tym meczu po raz ostatni.

W pierwszych minutach nie do zatrzymania była Brazylijka Jacqueline Anastacio, trafiały także Durdina Malović, Aleksandra Rosiak i Joanna Gadzina. W 10. minucie – przy stanie 1:6 – trener Ruchu Marcin Księżyk musiał poprosił o czas.

„Niebieskim” pomogła przerwa, a także wykluczenie dla Andrijany Tatar. Żaneta Lipok zmniejszyła dystans do dwóch goli (5:7). Później oglądaliśmy kolejny dobry fragment Perły (6:12) i… kolejną odpowiedź Ruchu. 9:12, 12:14 – chorzowianki cały czas były blisko.

Po golu Lipok (13:15) zespół z Chorzowa miał okazję na zdobycie bramki kontaktowej. Jednak w decydujących momentach znów pojawiły się błędy.

– Nasze zawodniczki ciągle mają tak mało doświadczenia, że nie potrafią w odpowiednim momencie zwolnić, zagrać do pewnej piłki. Tak było właśnie w tej akcji, która była szansą na złapanie kontaktu. Za chwilę mamy „3 w plecy” i wszystko zaczyna się od nowa – ubolewał trener Marcin Księżyk.

Mówił on o sytuacji z końcówki pierwszej połowy, gdy po stracie Ruchu Magda Balsam zdobyła po kontrataku bramkę nr 16 dla Perły, krótko przed syreną na przerwę. Ruch schodził do szatni, przegrywając 13:16.

Po zmianie stron znów błysnęła Lipok – po jej dwóch akcjach było 15:17, po kolejnej (w 39. minucie) – 17:20. Oprócz skrzydłowej wyróżniała się także bramkarka Kaja Gryczewska – dzięki jej kilku znakomitym interwencjom (m.in. obronione dwa rzuty karne) „Niebieskie” pozostawały w grze. Niestety kilka razy oglądaliśmy podobny obrazek – obrona Gryczewskiej i… szybka strata w ataku.

W ostatnich minutach lublinianki bezlitośnie wykorzystały błędy Ruchu, podwyższając wynik i wygrywając w hali MORiS 33:24.

– Zaczęłyśmy od 1:6, trochę nas to przybiło. Ciężko było nam wrócić. Później doskoczyłyśmy na dwie bramki, miałyśmy nadzieję, ale moim zdaniem trochę za szybko chciałyśmy rzucać. Z tego wychodziły kontry przeciwniczek. W końcówce zajechały nas tymi kontrami – przyznała ze smutkiem Kaja Gryczewska, która została wybrana najlepszą zawodniczką Ruchu.

Ruch pozostaje na ostatnim, ósmym miejscu w PGNiG Superlidze Kobiet. Do siódmego Startu Elbląg traci dwa punkty. W następnej serii „Niebieskie” zagrają w Piotrkowie Trybunalskim z Piotrcovią (6.02.).

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć ze spotkania Ruch – Perła. Ich autorem jest Marcin Bulanda.

13. seria PGNiG Superligi Kobiet
KPR Ruch Chorzów – MKS Perła Lublin 24:33 (13:16)
KPR Ruch:
Chojnacka, K. Gryczewska – Jasinowska 3, Polańska 4, Wilczek 2, Jaroszewska, Tyszczak, Piotrkowska 1, Lipok 7, Sójka 3, Grabińska 2, Stokowiec 2.
MKS Perła: Razum, Gawlik, Wdowiak – Olek, Balsam 5, Malović 1, Szarawaga 1, Więckowska 2, Królikowska 3, Tatar 4, Nocuń, Anastacio 6, Nosek 2, Gadzina 2, Rosiak 7.

Jeszcze więcej wiadomości z Chorzowa

Reklama:

Najnowsze wiadomości