Reklama:


Remis na własne życzenie. Clearex stracił punkty i miejsce na podium

Remis na własne życzenie. Clearex stracił punkty i miejsce na podium
Futsalowcy Cleareksu mają czego żałować. Byli o krok od pokonania drużyny z Jelcza-LaskowicFot. Adrian Ślązok

32 sekundy dzieliły futsalowców Cleareksu od zdobycia trzech punktów z Acaną Orłem Jelcz-Laskowice. Niestety w końcówce popełnili błąd i stracili gola na 3:3 z przedłużonego rzutu karnego.

W zespole z Chorzowa zabrakło jednego z liderów Mikołaja Zastawnika, który pauzował za kartki. Miejsce w bramce zachował Mateusz Bednarczyk, mimo że Rafał Krzyśka (ostatnio borykający się z urazem kolana) znalazł się już w meczowej kadrze.

Żadna z ekip początkowo nie chciała się otworzyć, by nie nadziać się na kontrę. Jako pierwsi błąd popełnili chorzowianie. Sebastian Leszczak wyprowadzał akcję, ale jego podanie nie dotarło do Macieja Mizgajskiego. Rywale przechwycili piłkę, wyszli dwóch na jednego. Arkadiusz Szypczyński strzałem w długi róg pokonał Bednarczyka.

Clearex przeszedł do ofensywy. Dwa strzały z dystansu oddał Maciej Mizgajski, ale Maciej Foltyn zachowywał czyste konto. W 12. minucie chorzowianie mieli rzut wolny z ok. 12 metrów. Mizgajski posłał piłkę w światło bramki, na linii strzału stał Przemysław Dewucki i za moment Clearex cieszył się z wyrównania. Ale autorem gola nie był żaden z graczy z Chorzowa.

– To była bramka samobójcza. Mamy pewien schemat rozegranie rzutu wolnego. Przemek tej piłki nie dosięgnął, trafiła Maksyma Pautiaka w kolano i wpadła do bramki – tłumaczył Maciej Mizgajski.

W końcowych minutach pierwszej połowy oba zespoły miały problem z nadmiarem fauli. Jako pierwszy limit przekroczył Clearex. Bednarczyk wybiegł z bramki i sfaulował poza polem karnym Gustavo Henrique. Był to szósty faul gospodarzy. Przedłużony rzut karny wykonywał Mykoła Morozow, ale golkiper z Chorzowa wygrał pojedynek.

Na 15 sekund przed końcem sprytnie zachował się Roman Wachuła. Po minięciu Gustavo Henrique wykorzystał fakt, że rywal go delikatnie popchnął. Ukrainiec upadł, a sędzia odgwizdał przewinienie – szóste po stronie gości. Karnego z 10 m wykonywał Mizgajski, nie trafił jednak w bramkę.

Po pierwszej połowie było jasne, że Clearex – chcąc zdobyć trzy punkty – musi zagrać lepiej, a przede wszystkim skuteczniej. Początek drugiej części był znakomity. Najpierw Krzysztof Salisz zagrał do Mariusza Segeta, który pokonał Foltyna. Upłynęły zaledwie 23 sekundy i było już 3:1. Z rzutu rożnego zagrywał Szymon Łuszczek, a Salisz – strzałem z ostrego kąta – podwyższył wynik. Nie najlepiej w tej sytuacji zachował się bramkarz Acany, który przepuścił piłkę pod nogami.

Kilka minut później goście zmniejszyli dystans. Morozow płaskim uderzeniem z dystansu zaskoczył Bednarczyka i znów zrobiło się nerwowo.

Podobnie jak w pierwszej połowie sędziowie często odgwizdywali obu drużynom przewinienia. Na pięć minut przed końcową syreną po pięć fauli na koncie miał i Clearex, i Acana. Rywale wycofali bramkarza, cierpliwie rozgrywali piłkę, ale chorzowianie dobrze się bronili. Wydawało się, że dowiozą korzystny wynik. Niestety…

W ostatniej minucie chorzowianie wznawiali grę z autu. Stracili piłkę, Łuszczek sfaulował rywala i po raz drugi w tym spotkaniu Acana miała przedłużony rzut karny. Tym razem – na 32 s przed końcem – do piłki podszedł Gustavo Henrique i płaskim uderzeniem pokonał Bednarczyka, wyrównując na 3:3.

Po meczu Maksym Pautiak w prowokacyjny sposób – zwrócony w stronę chorzowian – cieszył się ze zdobycia punktu. Natychmiast ruszyli do niego piłkarze Cleareksu. Sytuację udało się uspokoić, choć jeszcze przez pewien czas napięcie było spore.

– Ostatnio w końcówkach meczów za każdym razem popełniamy błąd. Nie wiem, czy to wynika ze stresu… Nikt nie ogrywa nas jakąś fajną akcją, tylko co drugą bramkę „strzelamy” sobie sami. Tak jak dzisiaj – mając piłkę z autu, rozgrywamy ją tak, że zrobiliśmy sobie rzut karny. Mogliśmy wykopnąć ją byle gdzie, czas by upływał. Zagraliśmy, ale do przeciwnika – komentował trener Cleareksu Mirosław Miozga.

Straconych dwóch punktów żałował także Maciej Mizgajski, który jeszcze przy stanie 3:2 miał dobrą okazję, ale trafił w słupek.

– Powinniśmy ten mecz zamknąć zdecydowanie wcześniej. W końcówce zabrakło koncentracji. Przytrafił nam się głupi błąd, nie powinniśmy rozgrywać akcji, to nie był moment na to, by kreować. Wystarczyło tę piłkę wybić i oddać ją zespołowi gości, aby oni się męczyli. Straciliśmy piłkę, był szósty faul, przedłużony karny i zamiast zdobyć trzy punkty, mamy tylko jeden – mówił Mizgajski.

Clearex stracił nie tylko dwa punkty, ale także dwa miejsca w tabeli. Do niedawna wicelider Futsal Ekstraklasy zajmuje obecnie czwartą pozycję (30 pkt.). Chorzowian wyprzedziła Gatta Zduńska Wola (32) oraz Constract Lubawa (31).

W najbliższych tygodniach Clearex występować będzie głównie na wyjazdach (aż siedem razy w pozostałych dziewięciu kolejkach). Za tydzień (7 marca, godz. 17) zagra w Katowicach z AZS UŚ, który w sobotę został rozgromiony przez Rekord Bielsko-Biała aż… 1:18!

17. kolejka Futsal Ekstraklasy
Clearex Chorzów – Acana Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice 3:3 (1:1)
Bramki:
Pautiak (12. samobójcza), Seget (23), Salisz (24) – Szypczyński (10), Morozow (28), Gustavo Henrique (40. przedłużony rzut karny).
Żółte kartki: Mizgajski, Krzyśka, Łuszczek – Gustavo Henrique, Szypczyński.
Clearex: Bednarczyk – Salisz, Łuszczek, Seget, Wędzony oraz Mizgajski, Wachuła, Leszczak, Dewucki, Golly.
Acana Orzeł: Foltyn – Pautiak, Morozow, Kędra, Szypczyński oraz Gustavo Henrique, Firańczyk, Pastars.

Jeszcze więcej wiadomości z Chorzowa

Reklama:

Najnowsze wiadomości