Futsaliści Ruchu stracili trzybramkowe prowadzenie i tylko zremisowali w Tychach, ale… z pomocą przyszedł im klub z Wrocławia. Na dwie kolejki przed końcem są już blisko powrotu do Ekstraklasy. Z kolei piłkarki ręczne przegrały w Koszalinie.
20. kolejka grupy południowej I ligi miała szalony przebieg. Ruch Chorzów Futsal do przerwy rozdawał karty w spotkaniu w Tychach. Po 20 minutach prowadził z GKS-em 3:0 (po golu Michała Tkacza i dwóch trafieniach Dominika Jankowskiego), mając wszystko pod kontrolą. Jednak po przerwie działy się rzeczy niebywałe. Tyszanie stopniowo odrabiali straty, aż w końcu w 37. minucie Dawid Banaszczyk wyrównał. Derby zakończyły się remisem 3:3.
W tym momencie przed ogromną szansą na wyprzedzenie Ruchu stanął Śląsk Wrocław, który grał godzinę później. Wicelider jednak jej nie wykorzystał! W derbach Wrocławia – z AZS AWF Profi Sport – doznał pierwszej porażki we własnej hali (3:5).
To zaś oznacza, że „Niebiescy” – mimo sporego rozczarowania w Tychach – jeszcze poprawili swoją sytuację. Na dwie kolejki przed końcem sezonu wyprzedzają Śląsk o dwa punkty, mając korzystniejszy bilans meczów bezpośrednich. Ruch musi więc zdobyć cztery punkty na finiszu sezonu – w spotkaniach z Wisłą Opatowiec (u siebie) i Sośnicą Gliwice (na wyjeździe).
– Po meczu w Tychach musieliśmy wyjaśnić sobie w szatni pewne rzeczy i nie patrzyliśmy na wynik z Wrocławia. Dowiedzieliśmy się o wysokim prowadzeniu AZS-u w końcówce. To poprawiło nam humory, ale nie zmieniło faktu, że chcemy awansować na własnych warunkach, a nie spoglądać na rywali.
W sobotę, 5 kwietnia, podopieczni Romana Wachuły rozegrają ostatni mecz w hali MORiS. O godz. 18.00 podejmą przedostatnią ekipę tabeli Wisłę Opatowiec. Teoretycznie jest szansa na to, że już w ten dzień „Niebiescy” wywalczą awans do FOGO Futsal Ekstraklasy. Są dwa warunki: muszą pokonać Wisłę, a grający o godz. 20.00 Śląsk Wrocław musiałby zremisować lub przegrać z ostatnim w tabeli Futsalem Nowiny. Wydaje się to mało prawdopodobne. Najprawdopodobniej o kolejności na miejscach 1-2 zadecyduje ostatnia kolejka, która odbędzie się w weekend 12-13 kwietnia.
Tymczasem druga z chorzowskich ekip – KPR Ruch Chorzów – przerwała serię zwycięstw w Orlen Superlidze Kobiet. Po czterech wygranych z rzędu (dwukrotnie z Sośnicą Gliwice i dwukrotnie z Energą Szczypiornem Kalisz) podopieczne Ivo Vavry mierzyły się w Koszalinie z Młynami Stoisław.
Niestety mecz nie potoczył się po myśli „Niebieskich”. Doskonałą partię rozgrywała Mai Gomaa, reprezentantka Egiptu w barwach koszalińskiego zespołu. Wielokrotnie zatrzymywała piłkarki z Chorzowa. Między innymi dzięki jej postawie Młyny Stoisław zwyciężyły 31:24.
W najbliższą sobotę o godz. 16.00 KPR Ruch zagra na wyjeździe z ostatnią w tabeli drużyną z Kalisza.